SRT – Bieganie w Bośni i Hercegowinie

Od Poniedziałku przebywamy w Bośni i Hercegowinie. Streszczenie w kilku zdaniach wszystkich niezwykłych, egzotycznych doświadczeń to trud, którego nie podejmę na urlopie. Nie wiem, czy w ogóle – trudno mówić o tym kraju w oderwaniu od kontekstu historycznego, który rzuca się w oczy na każdym kroku.

Sprawdzając prognozy pogody jeszcze w Polsce, cieszyłem się na temperatury powyżej 40ºC – wszak u nas są one rzadkością. Ale po 2 dniach, podczas których każde otwarcie drzwi, czy wyłączenie klimatyzacji choćby na sekundę staje się nieznośne – zmieniłem zdanie. I w myślach nieco bardziej doceniam nasz chłodniejszy klimat.

DSC_0356

Góry łapią się prawie na każde zdjęcie:)

Nocą nie zanotowałem temperatury niższej niż 26ºC! Treningi kończę ok 8 rano, gdy termometr wskazuje już ponad 30 kresek. Liczę na przyzwyczajenie organizmu do takich temperatur – dzięki czemu Maraton Solidarności odbędzie się w warunkach komfortowych, w porównaniu do tych tutaj.

Na niebie nie ma ani jednej chmurki, słońce w kilka minut rozpala skórę do granicy bólu, a niosący gorące powietrze wiatr wręcz odbiera oddech, a nozdrza zdają się przypiekać od wewnątrz. Woda pozostaje zimna ledwie przez klika minut od wyjęcia z lodówki.

DSC_0401

Plażowanie w Neum. Piękna woda tylko pływać? Woda jest tak słona, że pływanie staje się katorgą. Nigdy tak długo nie męczyłem 1000m w wodzie.

Mimo to udało mi się wykonać „jakiś” trening jakościowy. Postawiłem na interwały w zakładanym tempie maratońskim – 3x5km @3:40-45, przerwa 1km. Każda piątka przypiekała coraz bardziej – na chrupiącą skórkę, i miękkie mięsko wewnątrz 🙂 Musiałem sięgnąć głęboko do pokładów motywacji, by nie zakończyć tej mordęgi wcześniej.

Gdyby nie temperatura, bieganie byłoby cudownym przeżyciem. Gdzie nie spojrzeć, w tle zawsze znajduje się przepiękna, górska panorama. Widoki są tak bajeczne, że zachwycanie się nimi zaczyna wręcz nudzić:) DSC_0466