SRT – ucieczka

Ostatnie opady deszczu w Gdańsku skutecznie zdemolowały mój plan treningowy. Mogę biegać zmęczony, niewyspany i obolały. Kończyć trening w mokry od deszczu lub potu. Ale gdy nieprzerwanie lało jak z cebra, powiedziałem dość.

I w środę zamiast rozbiegania wieczorem, wybrałem 10km w siłowni. Na nudę w siłowni znam tylko jeden sposób – tempo. Tym sposobem do porannych 16 kilometrów w tempie 3:49, dołożyłem kolejne 10 w tempie 3:42. Do pełni szczęścia dołożyłem jeszcze ćwiczenia siłowe ze sztangą.

Plan na czwartek miałem ambitny – rankiem rozbieganie ~20km zakończone pływaniem 1km. Na planach się skończyło – nie chciało mi się walczyć z obolałymi mięśniami i deszczem jednocześnie. Zostałem pod pierzyną, a rozbieganie zamieniłem na 15km w siłowni. Tym razem wolniej ~3:52.

DSC_0291

W końcu doczekałem okna bezdeszczowego – w piątkowy wieczór. Dziwne to uczucie  – większość czasu moje nogi bolą, lub są ociężałe. Jedynie trening łagodzi to uczucie. Tym razem zabrałem ze sobą telefon, by zrobić kilka fotek o zachodzie słońca. 10 kilometrów upłynęło nareszcie wolniej – w tempie 4:20.

Najbliższe dni czeka ostatni bardzo długi treningi – ponad 30km w tempie maratońskim. Następnie zmniejszanie objętości i tapering przed XXIII Maratonem Solidarności. Znów będą interwały, wysokie tętna prawie do porzygu:)