Poza strefą komfortu

Czas złapać trochę szybkości

To zdanie dość często pada z ust biegaczy, szczególnie po wiosennym maratonie. Zimowe, długie (i relatywnie wolne) treningi czas zastąpić szybszym bieganiem. Jak się do tego zabrać? Najlepiej poradzić się dyplomowanego trenera i nie czytać niniejszego wpisu:)

Po maratonie próbowałem się z treningiem 4x3km w tempie które chciałbym utrzymać w biegu na 10km (3:24min/km). Spotkałem się jednak z blokadą – męczyłem się setnie, nie osiągałem planowego tempa, a serce leniwie łupało sobie w ledwie wchodząc w trzeci zakres intensywności. To dało mi do myślenia, że moim ograniczeniem nie jest wydolność układu krążeniowo – oddechowego, a szybkość działania mięśni – to one ograniczały mocniejszy wysiłek na każdym z 3 kilometrowego odcinka.
Kolejną próbą były treningi typu 20x500m z minutową przerwą w truchcie. Tu mogłem wejść na nieco wyższe tempa, ale wciąż czułem blokadę. Myślę, że minutowa przerwa była zbyt krótka, by biegać tyle pięćsetek na pełnej swobodzie.

Doszedłem do wniosku, że zamiast robić trening szybkości, robię trening wytrzymałości – którą mam przecież wytrenowaną po sezonie zimowym! Idąc tym tropem postanowiłem jeszcze bardziej wydłużyć przerwy – aż do pełnego wypoczynku, a na odcinkach szybkościowych dawać z siebie prawie wszystko. Takiego rodzaju trening najlepiej zrealizować na bieżni lekkoatletycznej. Odpada wtedy kontrola dystansu, można skupić się wyłącznie na szybkości i czasach poszczególnych okrążeń.

400 metrów

Takiego obrotu sprawy mój organizm nie mógł przewidzieć. Ledwie czterysta metrów biegu z prędkością 20km/h rozpędza wszystkie jego układy do pracy z pełną mocą, która i tak nie nadąża za zapotrzebowaniem. Staram się skupić na sprężystym kroku, rozluźnieniem rąk oraz nóg podczas pracy tylnego wahadła (czyli momentu, gdy noga z tyłu wraca do przodu). Powstaje dług tlenowy, serce wali jak oszalałe, by po niespełna 72 sekundach przejść do relaksującego truchtu. Uff!

Trucht po ziemistej, starej bieżni Uniwersytetu Gdańskiego pozwala wrócić do pełni sił. Kiedyś ścigałem się tu na zawodach szkolnych. Jak zawsze – bez żadnego przygotowania – i bez żadnego sukcesu. Mimo wszystko, ocierając z czoła krople potu wspominam ten czas z sentymentem

Trudnością czterysetek nie jest sama ilość powtórzeń, a fakt że w trakcie długiego truchtania jest bardzo dużo czasu by myśleć o przerwaniu treningu, odpuszczeniu. Perspektywa powtórzenia tak kilkunastu odcinków naprawdę nie jest zachęcająca, co daje ogromną satysfakcję, gdy uda się przemóc. W ubiegłą środę natrzaskałem 15×400, wczorajszą 18×400.


tytułowe zdjęcie jest z COS Cetniewo, z 2015 roku. Trening 40x400m przerwa 100m w truchcie