SRT – bezcelowie

Nie potrafię odpocząć od biegania. Po maratonie wytrzymałem jeden dzień. Podobieństwo do uzależnienia od papierosów staje się coraz bardziej wyraźne. Tuż przed rzuceniem palenia zauważyłem, że nie przynosiło ono żadnej przyjemności . Z kolei niepalenie nie pozwalało czuć się normalnie. Zupełnie podobnie jest dziś z bieganiem, które wryło się w rytm dnia tak głęboko, że nawet jego potencjalny brak jest nie do zniesienia.

Odpoczywam od reżimu treningowego. Nie podejmuję tak dużej ilości kilometrów jak i ciężkich treningów. Spontanicznie wplatam w bieg przebieżki, szybszą kilometrówkę, czy zabawę biegową. Takie „bezcelowie” to relaks przede wszystkim dla głowy. Jego uwieńczeniem powinna być wiosenna aura, której brak doskwiera coraz bardziej.

Biegnąc dziś w stronę jeziora Otomińskiego powtarzałem co chwilę „Ja pierdolę”. Niespodziewany poranny przymrozek wykręcał palce, a lodowaty wiatr wdzierał się głęboko w rękawy bluzy. Spokoju zaznałem dopiero w lesie, gdzie podwórkowa łacina odeszła w zapomnienie. 15 kilometrów rozbiegania zakończyłem przerzucaniem żelastwa na siłowni. Czas powoli przygotować mięśnie do ciężkiej harówki.