SRT – skamieniałości

Przygotowania do maratonu są trudne, pokonanie maratonu jest trudne. Ale nie oszukujmy się – my to lubimy. Najtrudniej z całego okresu przygotowań wspominam ostatnie dni (nie można już wtedy ciężko trenować), lecz to co czeka po nim – Marathon Blues – często bywa zaskoczeniem.

Boli mnie wszystko. Skamieniałe łydki, pasma biodrowo – piszczelowe zbite na kwaśne jabłko. Nawet mięśnie pleców i karku dają się we znaki, co akurat cieszy – sprężysty krok wymaga w pewnym etapie wybicia krótkiego napięcia całych pasm od łydki, przez plecy aż do karku.

Truchtanie dzień po maratonie to niezbyt przyjemna sprawa. Pierwsze kilometry przepełnione bólem i sztywnością dłużyły się w nieskończoność. Do tego niemiłosiernie wiało, zatykało dech i stawiało w miejscu.

Na koniec niemal zginąłem – potrącony przez samochód na przejściu dla pieszych (przejeżdżał na czerwonym) W ostatniej chwili udało mi się zatrzymać, obijając o jego bok. Stłukłem tylko łokieć i rozdarłem bluzę.

  • Wojtek

    Cześć. Czy możesz napisać, która jednostka treningowa robi największą różnicę w Twoich przygotowaniach do zawodów? Z góry dziękuję i pozdrawiam.

    • Cześć. Trudno tu jednoznacznie wskazać zwycięzcę, pracuje się przecież cyklami.

      Natomiast najwięcej przypisałbym ćwiczeniom ze sztangą, oraz biegom w drugim zakresie i bnp wykonywanych na zmęczeniu z poprzednich dni. Chyba zawsze na czczo, rankiem

      • Wojtek

        Dzięki za odpowiedź. Pytałem bo próbowałem wielu metod. I tak jak piszesz: drugi zakres, bnp i sztanga to droga do sukcesu dla wielu amatorów biegania. Pozdrawiam.