W drużynie siła – czyli relacja z 2. PKO Biegu Charytatywnego

Gdyby przed 17 września ktoś zapytał mnie, czy lubię biegać w sztafecie – odpowiedziałbym przecząco. Przecież praca zespołowa to zawsze więcej zmiennych, które mają wpływ na wynik. Niemniej, kiedy Michał –  Biegacz z Północy zaproponował mi udział w sztafecie Charytatywnej PKO, zgodziłem się – lecz bardziej niż z wzięcia udziału w biegu, cieszyłem się z samej propozycji.

Rankiem pobiegłem jeszcze „swój” trening, w którym zrezygnowałem z wieloskoków. Na starcie wolałem stanąć wypoczęty, więc naczłapałem ledwie 15km. Podekscytowanie startem powoli narastało, ale nie na tyle, bym zrezygnował z jajecznicy na śniadanie:)

Gdy dotarliśmy o 10:30 na stadion gdańskiego AWF, ten powoli się zapełniał. Pozostałą do startu godzinę poświęciliśmy na ustalanie taktyki i rozgrzewkę. Natruchtałem kolejne 2km.. ze średnią 3:40 – czułem, że tego dnia będzie mnie stać na wiele.

A na czym polegał bieg? Na 12 stadionach w całej Polsce startowało po 70 pięcioosobowych drużyn. W ciągu godziny sztafety miały pokonać jak najwięcej okrążeń (400m). Każde pokonane okrążenie powiększało ilość posiłków przekazanych dla dzieci. Można narzekać, że przecież PKO mogło od razu przekazać najwyższe kwoty na te cele, nie marnując pieniędzy na organizację. Można też cieszyć się, że dzięki takim inicjatywom każdy wygrywa – biegacze mają swoje bieganie, dzieci posiłki, a bank promocję. Natomiast nikt nie może narzekać, że ulice są „znów zakorkowane” przez „jakiś bieg”, więc nawet maruderzy bezwiednie wypadli na tej akcji korzystnie:)

14329937_670376853118420_3111169854284377666_n

Start! Tomek wystrzelił jak z procy i prowadził przez całe okrążenie, zapewniając nam prowadzenie, i przy okazji zajeżdżając rywali – 400m w 55 sekund to wynik, któremu nikt tego dnia nie mógł dorównać. Później pałeczkę przejął Zibi, Michał, Monika i w końcu ja. Przyznam że pierwsze kółko trochę mnie przydusiło – wszystko wyjaśniło się, gdy spojrzałem na średnią prędkość – tak szybko 400m nie biegałem jeszcze nigdy.

14380188_1814399062138525_6702628864507312564_o

Z trybun głośno dopingowali nas E. i mój syn. Nim zdążyłem wypocząć, już musiałem ustawiać się do kolejnego okrążenia. Konferansjer zakomunikował że nasza drużyna – Gdańskie Lwy jest prowadzeniu! – i nikt nie zamierzał odpuszczać, choć każde kolejne kółko kosztowało nas coraz więcej sił. Zgodnie stwierdziliśmy, że czas nieznośnie wolno płynie podczas biegu, lecz bardzo szybko podczas odpoczynku.

14409404_1814398258805272_4325261669441869041_o

14352524_1814396565472108_1779984603342534895_o

14409523_1814396015472163_5365554208834018988_o

Trudno opisać to, co działo się dalej. Wciąż prowadziliśmy – narastała jednocześnie radość i kumulujące się zmęczenie. Zagadką pozostawało kto pobiegnie ostatnie okrążenie, którego być może nie uda się skończyć – więc należało je pobiec „w trupa”. Przedostatnie kółko poleciał Tomek, przekazał pałeczkę Biegaczowi z Północy, który pokonał pełne koło, i na sekundy przed końcem rozpoczął 48 okrążenie! Emocje sięgnęły zenitu! Byłem gotów na przejęcie pałeczki, ale cieszę się, że to Michał skończył nasz bieg, – to z jego inicjatywy zostaliśmy zwycięską drużyną.

Gdy po 17 września ktoś zapytał mnie, czy lubię biegać w sztafecie – odpowiedziałbym „zdecydowanie tak” – Przecież praca zespołowa to zawsze więcej motywacji, energii i radości. Dzięki!


Fotogalerie: