Pożegnanie wakacji

Gdybym miał wskazać, jakie treningi lubię najbardziej, byłyby to czwartkowe wycieczki biegowe. Są jak mini weekend w środku tygodnia. Niby to trening, ale nic na nim nie muszę – żadnych przebieżek, skipów, czy wieloskoków.

Wybieram malownicze trasy na takie aktywności – z dala od miejskiego zgiełku. Zdarza się, że biegnę przez pola zarzucone świeżym gnojem, albo z otwartej zagrody wyskoczy jakiś rozszalały kundel. To sporadyczne przypadki, które nie popsują nawet pojedynczego biegu. Zachwyt nad otaczającą przyroda, poczucie łączności z nią powoli przepełnia mnie spokojem. To może niektórych z Was dziwić, ale podczas takiej wycieczki naprawdę można się zrelaksować.

Podczas upalnej pogody moje szczęście jest zwielokrotnione – wtedy puszka zimnej coli, czy ochlapanie się wodą z jeziora przynosi niesamowitą ulgę. Zatrzymuję się, uspokajam oddech i staram zapamiętać chwilę. Wrócę do niej zimną, podczas treningów w mrozie i ciemnościach.

Tegoroczne wakacje nie należały do wyjątkowo upalnych, a moje kontuzje dodatkowo ograniczyły możliwości treningowe, więc gdy wczoraj rano przeglądałem prognozę pogody, uśmiechnąłem się sam do siebie.

24 kilometry to zdecydowanie zbyt krótko, ale pamiętając o kontuzji musiałem sprowadzać na ziemię chęci pokonania trzydziestki. Od gorąca aż wysuszał się język – w połowie drogi zatrzymałem się na zimny izotonik i mini pizzę. Dziś dzień odpoczynku, ale ostatnie weekend wakacji zapowiada się wyjątkowo upalnie – nie mogę doczekać się treningów!