Niezłomność

Kilkanaście opuchniętych ukąszeń bąką bydlęcego na łydkach bolało przy każdym kroku. Zesztywniałe mięśnie nie współpracowały, a przespanie raptem 5 godzin z poprzednich 48 nie pozwalało poskładać myśli. Do tego uczucie piasku w oczach towarzyszące niewyspaniu. Tak o 5 rano zaczęła się moja niedziela.

Wiedziałem, że nie muszę wychodzić biegać – miałem już w tygodniu „naklepane” 129km – w tym trening powtórzeniowy 10×400 metrów, solidny kros po lesie, oraz wycieczkę biegową. W poniedziałek, środę i piątek biegałem 2 razy dziennie, więc „miałem papiery” na pozostanie w łóżku.

Mam jednak przeświadczenie, że w treningu biegowym, oprócz tych wszystkich skipów, przebieżek, interwałów, krosów, biegów ciągłych, BNP ważne jest, by trenować coś jeszcze – głowę. Wtedy, gdy nie masz najmniejszej ochoty biec, a paść na łóżko, jest najlepsza pora na trening głowy właśnie. Nie będę oszukiwał, że takie przeczłapane na siłę kilometry wpłyną jakkolwiek na wydolność, szybkość, czy wytrzymałość. Z pewnością nie.

Mają za to wpływ na niezłomność – a nigdy nie wiadomo, kiedy ona się przyda. Może na ostatnim odcinku interwału, w trakcie serii ćwiczeń core-stability, a może podczas ostatnich kilometrów na zawodach.

Nie proponuję, by taką męczarnię fundować sobie codziennie. Myślę, że nawet raz w miesiącu, to za często. Jednak kilka razy w roku z pewnością pojawi się okazja, by się tak sprawdzić – najczęściej z braku czasu na trening i natłoku innych zajęć – i namawiam, by z niej skorzystać. Wrócicie jako inni ludzie:)