Maraton Blues

Przygotowania do maratonu są trudne. Miesiące ciężkiej pracy treningowej – do której da się przywyknąć. Trudniej przyzwyczaić się do ostatniego tygodnia przed startem – nic już nie można zmienić, trzeba mało biegać i oczekiwać na formę. Nie sposób określić, ile wątpliwości zasiewa się wtedy w głowie maratończyka. Ale najgorsze dopiero nadchodzi, i wcale nie jest to start, a kilka dni następujących po nim.

Dla mnie to bardzo ciężki okres. Cel, który przyświecał treningom miesiącami, nagle znika. Snuję się więc rankiem po gdańskich ulicach, próbując wyłapać jeszcze choć odrobinę tej dobrej energii, którą zbierałem 15 maja podczas maratonu. Na próżno – i trudno się z tym pogodzić, więc próbuję więc myśleć o nowych, czekających wyzwaniach – Bieg do Źródeł, Bieg o Kryształową Perłę Jeziora Narie, czy wreszcie Chudy Wawrzyniec.

Niestety, głowa wciąż jeszcze biegnie maraton. Skala Waszej reakcji na ten rezultat zwaliła z nóg – żadnego z moich postów na fejsie nie wyświetlono, nie polubiono, i nie skomentowano tyle razy, jak ten z relacją 🙂 To łechta moje ego i napędza mnie, by jak najszybciej powtórzyć podobny wyczyn, ale żeby to zrobić, znów muszę wylać kilka wiader potu:)

Do zobaczenia na zawodach i biegowych ścieżkach:)