Równowaga

Trenując regularnie bieganie, często trafiam na zalecenia, że trening siłowy jest nieodzownym elementem rozwoju, jak i profilaktyki przeciwkontuzyjnej. W pełni się z tym zgadzam – silne mięśnie całego ciała są przecież niezbędne do utrzymania ekonomicznego kroku biegowego jak najdłużej, utrzymania umożliwiającej prawidłowe oddychanie oddychanie (wyprostowanej!) sylwetki, czy wręcz uratowania zdrowia w momencie wykoślawienia stopy lub pośliźnięcia się.

Trudność, jaką odnajduję, to sposób w jaki te ćwiczenia bezpiecznie aplikować. Bezpiecznie – czyli tak, by zmęczenie po nich nie zaburzało treningu biegowego. Jednocześnie powinny być wyzwaniem aby „coś tam” jednak wzmacniały. Trochę jakbym próbował postawić jajko.

W zeszłą środę wykonałem całkiem fajny bieg ciągły, o którym trochę popisałem. Ćwiczenia uzupełniające chciałem wykonać na siłowni, po kilkunastominutowym roztruchtaniu na bieżni. Jednak, kiedy się tam pojawiłem, ostatnie, na co miałem ochotę, to bieg, i wykonywanie serii planków z zerkaniem na stoper. Postanowiłem skorzystać z zewnętrznej motywacji w formie zajęć grupowych Power Pump. Wszystkich wybuchającym śmiechem po usłyszeniu, że ćwiczy się tam kilkukilogramową sztangą, zapraszam do sali. Od siebie dodam tylko tyle, że aby wykonać wszystkie powtórzenia w tempie, trzeba się naprawdę nieźle wysilić. „Nie zrobiłeś dobrze brzucha!” powinien dorzucić ktoś, kto widział mnie podczas zajęć. Prawda – na serii brzucha spuchłem jak dętka, nie mogłem nadążyć. Poziom siły mięśni brzucha w porównaniu do ćwiczących – żenujący.

Po ćwiczeniach czułem się dobrze, i następnego dnia zaplanowałem wycieczkę biegową, którą przedłużyłem do 33 kilometrów. Od początku tętno zbyt wysokie, męczyłem ten bieg ślizgając się po udeptanym śniegu, ale chciałem za wszelką cenę go wykonać. Mam mocno zakorzenione przekonanie, że wtedy gdy się nie chce, jest najlepsza pora na trening.

Nałożyłem 3 mocne treningi – bieg ciągły, Power Pump w siłowni, oraz wycieczkę biegową. Ta ostatnia nie byłaby mocnym wysiłkiem, gdyby nie nawarstwione zmęczenie po zajęciach ze sztangą. Niestety, biegnąc ją jeszcze tego nie wiedziałem – o tym przekonałem się dopiero w weekend, w który ledwo stawiałem kroki. Na szczęście siły w nogach nieśmiało wracają, więc szykuję się na kolejne, mocne akcenty.

_20160120_105302

Nagroda po treningu 🙂