ORKA – 33%

Ćwiczę. Posłusznie, pokornie, z zaciśniętymi zębami staram się przetrwać ten okres w planie treningowym, w którym szybkość ma najmniejsze znaczenie. Zdecydowanie poświęcam się rozwojowi siły, zarówno tej „w kroku” jak i w pozostałych częściach ciała. Co dokładnie robię?

Sprawność ogólna

W poniedziałki i środy wybieram się wieczorami na siłownię. Na rozgrzewkę truchtam 3km na bieżni, choć rzadko kiedy kończy się to tylko truchtem – kilometry, tfu – metry, mijają tak wolno, że chcąc mieć to jak najszybciej za sobą przyspieszam do ~15km/h lub szybciej. Następnie przechodzę do ćwiczeń, których nie udało mi się jeszcze zamknąć w jakąś sensowną, programową rozpiskę. Wybierając ćwiczenie, kieruję się zasadą, że powinno działać na duże grupy mięśniowe, oraz wykonuję taką ilość powtórzeń, aby ukończenie ostatniej z 3-4 serii było trudnym wyzwaniem:

  • Podciągnięcia na drążku (max 4 serie, 5 powtórzeń w serii – wiem, słabo :()
  • Wznosy wyprostowanych (!) nóg – max 20 powtórzeń w 4 seriach
  • Przysiady ze sztangą – 4 serie, 20 powtórzeń, obciążenie zwiększam od 20 do 40kg
  • Swingi – 3 serie z progresywną ilością powtórzeń i obciążeniem – 8kg – 60 powtórzeń, 8kg – 70 powtórzeń, 9kg – 100 powtórzeń

Kros

Najtrudniejszymi treningami w tygodniu są krosy, czyli biegi po pagórkowatym terenie. Moją ulubioną trasą przez ostatnie 2 tygodnie był odcinek żółtego szlaku „Trójmiejskiego”, na który docierałem w okolicach Gaju Gutenberga, a kończyłem na ulicy Rakoczego i Potokowej pod Gdańską Moreną, by wrócić tą samą drogą. Podbiegi na tej trasie skutecznie gotowały mięśnie do miękkości. Niestety, na jednym ze zbiegów pośliznąłem się raniąc kostkę jednej stopy, a w drugiej tłukąc kość śródstopia. Nie przerwałem treningu, ale od tamtego czasu boję się „puścić nogi” biegnąc z górki.

Za sobą mam 33.3% Orki. Zostały 4 tygodnie, najtrudniejsze i najbardziej wymagające. Już w środę biegnę pierwszy z ośmiu kros aktywny – czyli taki biegany po pagórkowatej pętli (~1.6km) którą za każdym razem trzeba pokonać szybciej, a ostatnią (oczywiście) na maksa. Już czuję bolące mięśnie i oczy łzawiące na zbiegach, niepewność i czujność z każdym postawionym krokiem. I to jest celem krosu – po takiej zaprawie żaden trening nie będzie większym wyzwaniem 🙂