Drogą do nikąd

Z bieganiem jest u mnie troche tak jak z paleniem papierosów.

Na początku nastawienie było na nie, musiałem spróbować kilka razy, przemóc się w dyskomforcie, zaciągnąć dymem. W końcu poczuć ten wspaniały lekki haj, kręcenie w głowie, i uczucie swobody. Łatwo i bez wyrzutów sumienia sięgałem po więcej i częściej, w styuacjach stresujących, spokojnych, wesołych i smutnych. Bo przecież ten luz, wolność i kręcenie w głowie.

W końcu doszło do tego, że rano po przebudzeniu pierwsza rzecz o której myslałem, to papieros (i kawka mmmm:)) i czy paczka wystarczy na cały dzień, czy lepiej kupić już drugą na zapas. Na imprezę zabierałem ze sobą co najmniej 2 paczki. Paliłem coraz więcej i więcej, ale uczucie swobody gdzieś się ulatniało. Przyjemne kręcenie w głowie przestało się pojawiać. Zacząłem palić dwa papierosy jeden po drugim. Co godzinę. I wciąż było mi mało. Moje myśli krążyły wokół papierosów już tak często że stawało się to dla mnie nie do zniesienia. Mimo to nie potrafiłem, nie chciałem rzucić. Bałem się przejścia na drugą stronę. Bałem się rzucania.

Z bieganiem jestem na podobnym etapie – biegam na tyle często, że więcej już nie mogę, i na tyle dużo, że z wielu treningów nie odczuwam już takiej przyjemności. Zacząłem zastanawiać się, co robię nie tak:

  1. Biegam 6 razy w tygodniu i chciałbym na rozbieganiach biegać 20km a na akcentach jeszcze więcej. Mniejszy kilometraż mnie nie satysfakcjonuje.
  2. Perspektywa niebiegania z powodu jakichkolwiek okoliczności 2 dni powoduje u mnie „zawieszenie systemu” w poszukiwaniu rozwiązania. Bardzo trudno mi pogodzic sie z przełożeniem treningu. Odpuszczenie to dramat.
  3. Chętniej poświęcam czas na klepanie kilometrów niż na ćwiczenia siłowe.

Stwierdziłem że to droga do nikąd, a już na pewno nie na szczyt formy. Powiększanie kilometrażu wszystkich rozbiegań wymagałoby coraz więcej czasu – oczywiście kosztem snu.
Utrzymując ten trend w końcu osiągnąłbym punkt w którym forma nie mogłaby rosnąć albo z powodu niewyspania, albo przetrenowania. Przyjemności z biegania też by nie było, tylko wypełnianie wybujałych oczekiwań co do kilometrażu. Również z uwagi na utrzymanie wagi startowej, nie powieniem przesadzać z dystansami, ponieważ mój organizm nauczy się, że trzeba magazynować coraz więcej energii w postaci tłuszczu. Musiałbym wciąż wydłużać treningi aby utrzymać wagę, co właśnie obserwuję, że zaczyna się dziać.

Dlatego postanowiłem, że kilometrów będę sobie dodawał (ewentualnie) na akcentach i na wycieczkach biegowych, pozostałe 3 treningi to tylko 15-16km. Pozwoli mi to bardziej wysypiać się, lepiej regenerować na ważne treningi i doda potrzebnego luzu w nogach.

Palenie rzuciłem w jeden dzień i wytrwałem w tym postanowieniu dzięki wsparciu E. Choć bieganie jest również moim nałogiem, to nie mam zamiaru go rzucać, tylko wykorzystać jak najlepiej, abym mógł być uzależeniony jak najdłużej:)