XV Poznań Marathon – przygotowania zakończone

Dzisiaj rozbiegiwałem wczorajszy trening. Ponad 14 kilometrów w łagodnym tempie – pełen luz. No i fajnie rozpoczęty poniedziałek:)

Wczorajszym treningiem zakończyłem przygotowania do mojego ostatniego startu w tym sezonie –  XV Poznań Marathon. Ostatni przedmaratoński trening zawsze wiąże sie z jakimiś wątpliwościami.. Czy wybrałem właściwy trening? może powinien być inny? Tego nie wiem. Wiem, jaki rodzaj treningu ścina mnie z nóg całkowicie, ale boję sie go zastosować. Przecież już nie zbuduję jakiejś wielkiej formy jednym biegiem, ale zburzyć mogę jeszcze całkiem dużo. Zdecydowałem się na klasyk wg. Skarżyńskiego – czyli tysiączki. Planowałem ich wykonać 12 – w tempie 3:30, z przerwą w truchcie o czasie 3:30:)

Wybiegłem z domu kilka minut po 7 rano, część główną poprzedzając trzykilometrową rozgrzewką i rozciąganiem. Po chwili koncentracji ruszyłem do szybkich odcinków po nadmorskim deptaku. Ich pokonanie nie dało mi jakiejś wielkiej radości, ani nie wymagało maksymalnego zaangażowania, „ot – kolejny odfajkowany odcinek” – myślałem. Dwunasty kilometr miałem pokonać w maksymalnym możliwym tempie, ale wycisnąłem jedynie 3:27. Rozgniewałem się na siebie, i postanowiłem na złość sobie pobiec trzynasty odcinek „za karę” za tak słaby wynik. I choć dałem z siebie naprawdę wszystko ( niech za dowód poświadczy uczucie rozluźniających się zwieraczy :)) uzyskałem tylko 3:30. Mimo to ucieszyłem się – z poczuciem spełnionego obowiązku poczłapałem do domu. Nie jestem pewien, czy na następny maraton – już w przyszłym roku, jako ostatniego treningu nie wybiorę BNP, lub WB2, które ze względu na tempa są znacznie bliższe wysiłkowi maratońskiemu, niż interwały. Muszę to przemyśleć, może przedyskutować z biegowymi guru. Póki co ładuję się przepysznymi węglowodanami, by E.:)

Szarlotka, Pavlova, Serniki..mniaaaaaam!